Czy możesz pozwolić na reorganizację?

Z okazji świątecznego czasu, głębokiego, zimowego przesilenia, chcę Wam podarować kilka swoich odkryć na temat konfliktów, które mogą w tym czasie z różnych powodów pojawić się w przestrzeni.*

Tak się złożyło, że robię w sporach. Tak to życie sobie wybrało mnie kierować, a ja się temu poddałam, nie że się jakoś spierałam;).

Od sporów o słowa, przez spory o prawo, aż do sporów serc.

I tym, co w tym swoim dorosłym życiu odkryłam, chcę się dziś z Tobą podzielić. To jest mój dar dla Ciebie. Tylko Ty decydujesz, czy warto go przyjąć czy nie. Jeżeli stwierdzisz, że warto przyjąć – daj jakoś znać;)

W trakcie swojej pracy odkryłam, że w konfliktach, sporach najmniej chodzi o ich aktywne rozwiązywanie.

A bardziej o pozwolenie na reorganizację.

Niedoceniana w konfliktach jest, w moim odczuciu, energia yin, która w sporach może się zamanifestować właśnie w pozwoleniu na reorganizację.

Dopuszczenie energii yin zmienia dynamikę konfliktów i bardzo często ich rezultat. Nie jest słabością, a uruchomieniem żeńskiego nurtu głębokiej mądrości i wewnętrznej mocy.

Konflikt, spór jest spotkaniem różności, inności, odmienności, różnorodności. Samo takie spotkanie może być impulsem do reorganizacji, zmiany i rozwoju. Może być impulsem do uwydatnienia się pragnień naszych serc. Impulsem do aktualizacji do tu i teraz.

Może też stać się wojną. Spór stanie się wojną wtedy, kiedy z jednej bądź z kilku stron dopuszczalna jest tylko jedna perspektywa i koniec kropka – i niestety nie ma znaczenia, jak święta, służąca i uzasadniona jest ta perspektywa.

Aby pozwolić na reorganizację, zmianę i transformację, potrzebuję puścić to, co trzymam. Czasami trzymam nawykowo i nawet już nie wiem, że trzymam, co trzymam, po co trzymam. Czasami dobrze wiem, co trzymam i po co – bo czuję. Do tego, żeby puścić potrzebuję bowiem czuć. Potrzebuję zatem zaciekawienia się sobą, potrzebuję głęboko poczuć siebie. Swoje wartości, swoje powody. Poczuć się z tym, co moje, bezpiecznie. Poczuć, że to, co czuję, jak myślę, jest ok. A być może poczuć, że to, co czuję już nie moje, i że to też jest ok. Tego poczucia się bezpiecznie ze sobą nie da mi nikt z zewnątrz. Tę bezpieczną przestrzeń w sobie potrzebuję stworzyć sama bądź sam.

Kiedy pojawi się przyzwolenie, że mam prawo czuć to, co czuję, myśleć to, co myślę, że mam prawo zmieniać zdanie i że inni mają takie same prawa, wtedy mam w sobie przestrzeń na pozwolenie na współistnienie z innością, odmiennością, różnorodnością. Na współistnienie płynności w pewności i niepewności, w szukaniu i odnajdywaniu. Wtedy mogę wybrać, że mogę wybrać, gdzie wolę być, aby być w zgodzie ze sobą.

Mogę wtedy pozwolić na reorganizację.

Do tego też potrzebuję zaciekawienia się innością, pewności i poczucia się bezpiecznie ze sobą, że otwarcie się na inne, różne nie zabierze mi mnie i mojego, a może mnie tylko wzbogacić, choćby we wgląd, że wcale nie chcę zmieniać swojego zdania i to inne wcale mi się nie podoba. Żeby inność, odmienność, różność czy różnorodność mnie nie przerażała, że mi coś zabierze, odbierze, do tego potrzebuję właśnie głęboko czuć siebie, co jest moje, a co nie moje, co czuję, a czego nie czuję.

Czy mogę sobie na to pozwolić?

Kiedy doświadczę głębokiego czucia siebie, uruchamiają się we mnie naturalne prawa etyczne, naturalne poszanowanie życia. Głęboko czuję innych i nie potrzebuję im narzucać siebie. Nie pozwalam też wtedy innym na narzucanie mi siebie. Opiekuję się sobą i swoją przestrzenią, swoim sercem.

Świat i tak podlega ciągłej reorganizacji, czy się na to zgadzam czy nie.

Rozluźnienie i pozwolenie budzi energię starej mądrej kobiety, której tak bardzo nam teraz potrzeba.

Wyboru dokonuje każdy z nas, czy dopuści ją w sobie do głosu.

A zatem kiedy dojdzie przy stole do sporu, pamiętaj, że masz swój głęboki oddech, masz swoją pupę, którą możesz poczuć na krześle czy fotelu, masz swoje stopy, które możesz poczuć na podłodze, masz swoją głowę, którą dzięki mądrej szyi możesz wyciągnąć do nieba, możesz rozejrzeć się po pokoju, i tak od razu uspokajasz swój układ nerwowy.

Pamiętaj, nie spieszysz się na pociąg (mam nadzieję;)), możesz zwolnić.

I z tego miejsca zadaj sobie pytania:
Czy mogę pozwolić na reorganizację?
Czy mogę pozwolić, żeby coś tu się zmieniło?
Czy mogę pozwolić na współistnienie różności?
Czy mogę pozwolić na to, że pozwalając na współistnienie różności mogę nie chcieć w czymś uczestniczyć?

Pozwólmy sobie współistnieć. Z różnym, tym i tamtym. Jednocześnie pozwalając na istnienie przede wszystkim sobie. Paradoksalnie dopiero wtedy pozwalam na istnienie innego.

Wtedy mogę zostać i mogę wyjść. Mogę zrobić w zgodzie z własnym sercem. Decyzja należy do mnie.

Kochać się i lubić, kiedy mamy tak samo, to naprawdę żaden sukces. Kochać się bądź chociaż szanować się nawzajem, kiedy mam inaczej niż Ty, a Ty inaczej niż ja jest prawdziwym sukcesem ludzkości. I takiego rodzącego się powoli sukcesu życzę nam w te Święta i od teraz w kolejnych latach naszego życia.

*Wszystko, co napisane powyżej warto jedynie rozważać, nie brać za jedyną prawdę, a sprawdzać zawsze ze sobą i ze swoją sytuacją. Powyższy tekst jest jedynie jedną z perspektyw na zagadnienie konfliktów, którą być może warto się zaciekawić, a może w ogóle nie. Taka perspektywa może nie mieć zastosowania w Twoim przypadku. Jeżeli z Tobą nie rezonuje, idź za swoim odczuciem, zawsze. Tekst ten to jedynie inspiracja do odkrywania siebie.